37 Udostępnień

Nareszcie! Po wielu przygotowaniach nagrałem pierwszy odcinek podcastu!

Zdecydowałem się na tę formę komunikacji z kilku przyczyn:

  • Łatwiej mi regularnie publikować podcasty niż artykuły. Staram się, aby każdy z moich artykułów wyczerpywał dany temat, a napisanie jednego zabiera czasami kilkanaście tygodni, bo cały czas coś w nich poprawiam. Podcasty są pod tym względem łatwiejsze. Z założenia wiem, że nie wyczerpię tematu, więc mogę się wyluzować 🙂
  • Trafiam do szerszego grona odbiorców. Dopiero gdy zacząłem przymierzać się do nagrywania zobaczyłem, jak dużo ludzi słucha podcastów w domu, na spacerze lub podczas przejażdżki rowerowej. Przyznaję, że wcześniej nie miałem o tym pojęcia.
  • Nie ma (a przynajmniej ja nie znalazłem) podcastu skierowanego tylko do osób, które chcą wybudować dom.

Wybudowałem w domu małe, wyciszone „studio”, dzięki któremu mogę nagrywać co chcę i kiedy chcę. Zwykle mam czas na nagrywanie po godzinie 21, a że wcześniej mój gabinet sąsiadował z pokojem dziecka, nagrywanie było trochę kłopotliwe. Mam nadzieję, że dzięki temu uda mi się regularnie publikować podcasty. Planuję 2 w miesiącu. I po cichu dodam, że dwa kolejne są już prawie gotowe 🙂

Czego się dowiesz z tego odcinka?

  • Kim jestem i dlaczego udzielam rad.
  • Na czym skoncentrować się przed budową domu?
  • Jak wybrać wykonawcę?
  • Czy warto zaoszczędzić 200 złotych podczas budowy?

Kusi mnie, aby napisać coś więcej. Zdecydowanie nie jestem przyzwyczajony do tak krótkich artykułów na moim blogu 🙂

W końcu jednak chodzi o słuchanie więc… zapraszam i życzę miłego słuchania!

TRANSKRYPCJA

Dzień dobry, cześć. Z tej strony Sławek Zając, autor bloga Jak Się Wybudować I Nie Zwariować.

Witaj na moim pierwszym podcaście. Dosyć długo się do niego przymierzałem, ale odważyłem się to zrobić. Chyba z dwóch przyczyn tak naprawdę. Pierwsza przyczyna była taka, że jeden uczestnik mojego szkolenia napisał mi, że mam taki kojący głos i miło się mnie słucha, i mam szczerą nadzieję, że mnie nie oszukał. 🙂

A drugim powodem jest to, że zawsze najważniejszy jest pierwszy krok. I ktoś udzielił mi takiej rady, że aby ruszyć z pierwszym podcastem, należy po prostu usiąść w fotelu, włączyć mikrofon, nagrać to, co ma się do powiedzenia, umieścić to w sieci i jakoś to będzie. A praktyka przyjdzie z czasem. Po kolejnych podcastach będzie szło coraz lepiej. Najważniejszy jest ten pierwszy krok, co właśnie niniejszym czynię.

Dzisiaj opowiem co nieco o sobie, o blogu, o mojej historii. Opowiem o szumie informacyjnym, o tym, w jaki sposób wybierać wykonawców i dlaczego to jest tak bardzo ważne. Co nieco powiem o negocjacjach i o tym, że warto oszczędzać pieniądze na każdym etapie budowy i właściwie warto nauczyć się negocjować i oszczędzać już na samym początku. Zapraszam do słuchania.

Jakie błędy popełniamy podczas budowy?

Zacznę od tego, jak to się wszystko zaczęło. Przygotowania do budowy mojego domu pamiętam do dzisiaj. To było 1 października 2010 roku, w moje urodziny. Przyjechała ekipa i zaczęła robić stan zerowy, kopać dół pod fundamenty. Tego samego dnia przyjechał barak dla ekipy. Tego samego dnia było parę rzeczy zorganizowanych. To był początek wielkiej przygody.

Wybudowałem dom po kilkunastu miesiącach i zadowolony z siebie wróciłem do swoich obowiązków. Po budowie mojego domu kontaktowali się ze mną moi znajomi, inne osoby, gdzieś się tam wymienialiśmy spostrzeżeniami i okazało się, że budowa mojego domu poszła dosyć bezproblemowo w porównaniu z budowami innych domów. Byłem tym bardzo zdziwiony, bo nigdy nie uważałem, że zrobiłem coś niesamowitego. W końcu wiele osób się buduje i nikt się tym jakoś bardzo nie chwali. Okazało się, że do mojej budowy przygotowałem się po prostu lepiej niż inni. Wiedziałem, ile wydam pieniędzy podczas budowy. Miałem wszystko opracowanie. Na bardzo wczesnych etapach budowy wiedziałem, jak będzie dom wykończony. Miałem wybraną (wstępnie) nawet chyba kanapę i krzesła jeszcze przed rozpoczęciem prac.

Poza tym podczas samej budowy starałem się dobierać rzetelnych wykonawców i nie spieszyłem się. Nie spieszyłem się, wiedziałem, że pośpiech jest niszczący, że pośpiech spowoduje to, że będę podejmował złe decyzje. Całą budowę domu starałem się przejść dosyć spokojnie, nie denerwując się jakimiś opóźnieniami i problemami, bo wiedziałem, że tydzień, dwa, w tą czy w tamtą stronę właściwie nic nie zmieni.

Po budowie mojego domu, gdy rozmawiałem z moimi znajomymi, okazało się, że uniknąłem wielu błędów. Większość osób zaczęła budowę domu, nie znając swoich kosztów, nie wiedząc, co ich czeka, trochę licząc na to, że się zmieszczą w budżecie. Kończyło się to bardzo różnie. Znam budynki, które zostały wybudowane trzy lata temu, a jeszcze zostało w nich dużo do zrobienia. Nie ma lamp, nie ma drzwi wewnętrznych i to wszystko czeka na przypływ gotówki lub na wolny czas.

Różne błędy były związane także z tym, że znajomi brali jakieś pierwsze z brzegu ekipy. Takie, które miały wolne terminy, a nie takie, które były solidne.

Niestety ekipy są przeróżne. To, że ktoś wykonuje nawet pracę od kilkunastu lat, nie znaczy, że jest profesjonalistą. A błędy popełnione przez złą ekipę mogą nas naprawdę dużo kosztować.

Ogólnie wszyscy znajomi się spieszyli, a to pośpiech generuje największe błędy. Pośpiech to złe decyzje, pośpiech to wymyślanie rozwiązań na ostatnią chwilę. Na tym najczęściej się traci pieniądze i czas. Wbrew pozorom spiesząc się, tracimy dużo czasu.

Zauważyłem, że tych różnych błędów związanych z budową domu znajomi popełniali dość dużo. Podczas rozmów z moimi znajomymi zacząłem się trochę wymądrzać i opowiadać, jak to mi to się udało dobrze wybudować. Mówiłem o umowach, które trzeba podpisywać z wykonawcami, o przygotowaniu do budowy, o wielu innych rzeczach.

Okazywało się, że w wielu kwestiach miałem po prostu rację, ale też czułem, że nie jestem dobrze rozumiany. Raczej słyszałem, że „no dobra, udało ci się i wybudowałeś dom, już tak się nie wymądrzaj„. Natomiast ja byłem przekonany o tym, że mam rację, że moje podejście do budowy, spokój, odpowiednie przygotowanie, to jest dobry plan i właściwe podejście do budowy.

Moje wnioski opieram to nie tylko na budowie mojego domu, ale wynikają one z mojego doświadczenia biznesowego. Od kilkunastu lat prowadzę biuro tłumaczeń razem z moim przyjacielem, w międzyczasie założyliśmy dwie inne firmy o innym profilu działalności. Na co dzień współpracuję z różnymi ludźmi. Przez te kilkanaście lat to podejrzewam, że przewinęło się przez moje ręce kilka tysięcy mniejszych i większych projektów. I tak samo dużo ludzi. Tak więc mam kilkunastoletnie doświadczenie w tym, jak prowadzić projekty, jak się do nich przygotować, tak żeby zakończyć je z sukcesem. I tą wiedzę wykorzystałem podczas budowy domu.

Dlaczego udzielam porad? Jak to się zaczęło?

Nie wierzyłem w czasopisma budowlane i w to, co narzucają niektórzy producenci materiałów budowlanych czy też producenci pewnych rozwiązań, tylko skoncentrowałem się na tym, co ja potrzebuję (i moja rodzina) i co jest dla mnie ważne. Nie było to dla mnie na początku oczywiste. Budowa domu to było coś dla mnie nowego, więc chciałem uzupełnić swoją wiedzę. Zacząłem szperać po Internecie, kupować różne czasopisma budowlane, żeby czegoś nowego się nauczyć. Ale tak naprawdę po tych kilku miesiącach czytania różnych lektur, tak naprawdę ja dalej nic nie wiedziałem. Okazało się, że wszędzie są jakieś albo rzeczy, które chcą mnie przekonać do jakichś konkretnych rozwiązań, a nie do rozwiązań, które są dobre dla mnie, a w Internecie co człowiek, to opinia i człowiek był coraz bardziej pogubiony w tym wszystkim. Rzadko było mi znaleźć jakieś rzetelne informacje.

Tak z ciekawości, chyba w zeszłym roku zerknąłem do jakiegoś wydania rocznicowego, był to chyba Murator. W każdym razie 150-200 stron. I przypomniało mi się, dlaczego miałem z tym problem. 1/3 magazynu to były reklamy. 1/3 to były jakieś artykuły, gdzie były jakieś wtrącenia „niezależnych” producentów albo wręcz po prostu były artykuły sponsorowane, albo gdzieś tam padały „przy okazji” nazwy konkretnych produktów. I bardzo było ciężko znaleźć coś dla siebie.

Z tych stu pięćdziesięciu czy tam dwustu stron to może dosłownie kilka kartek było rzeczywiście ciekawych. Nie dziwię się, że osoba, która planuje kupić działkę, wybudować dom, nie jest w stanie znaleźć rzetelnych i usystematyzowanych informacji, tylko wszystkie te informacje są gdzieś tam porozpraszane i bardzo łatwo się nabrać na różne mity, kłamstwa, artykuły sponsorowane, artykuły reklamowe. No cóż, rynek budowlany to wielkie pieniądze. Podczas budowy wydasz kilkaset tysięcy złotych, więc każda firma chce dla siebie coś uszczknąć. Tak więc po tych paru miesiącach czytania tych różnych czasopism, odczułem pewnego rodzaju przerażenie, pewną taką niechęć, nawet w pewnym momencie chciałem z budowy zrezygnować, bo czułem, że nic nie wiem. I dopiero wtedy postanowiłem potraktować budowę domu tak jak inne projekty, które prowadzę w życiu. I dopiero wtedy ustaliłem, co jest najważniejsze, a co jest gdzieś tam jakąś rzeczą wtórną.

I potem, jak już ten dom wybudowałem, gadałem ze znajomymi, udzielałem rad, napisałem darmowy poradnik, w którym zawarłem parę moich doświadczeń. To spotkało się z fajnym odbiorem i parę lat później napisałem książkę „Jak się wybudować i nie zwariować”, w której zawarłem moje rady, takie życiowe rady, dotyczące współpracy z wykonawcami, wyboru działki i przygotowaniem do budowy. Natomiast to jest książka moim zdaniem uniwersalna. Zawarłem w niej oczywiście dużo informacji na temat budowy, ale też wszystkie moje zasady związane ze współpracą z ludźmi, z wybieraniem wykonawców i uważam, że to jest książka całkiem uniwersalna, więc oczywiście polecam jej przeczytanie. 🙂 A po tym jak napisałem książkę, to pomyślałem sobie, że trzeba coś z tym zrobić. Mam jeszcze trochę wiedzy, chcę się podzielić tym, co wiem więc założyłem i zacząłem prowadzić bloga „Jak się wybudować i nie zwariować”. On na początku nigdzie nie był reklamowany. Tak naprawdę na początku liczba odwiedzin to była mniej więcej pięć dziennie, więc to było tyle, co nic.

Ale postanowiłem być twardy. Miałem i mam swoje źródło utrzymania, nie zależało mi na tym, żeby blog na siebie zarabiał. Nie miałem żadnej presji. Ktoś mi powiedział, że należy pisać na blogu przez dwa lata zanim będą jakiekolwiek efekty, tak więc postanowiłem dać sobie właśnie dwa lata. No i okazało się, że już po mniej więcej roku ten mój blog, który tak naprawdę prawie nigdzie nie był reklamowany, zaczął się cieszyć fajną popularnością. Takim kamieniem milowym był artykuł o fotowoltaice. I z dumą stwierdzam, że nie ma bardziej rzetelnego opracowania na ten temat w polskim Internecie. Napisanie tego artykułu zabrało mi kilka tygodni czasu, ale okazało się to strzałem w dziesiątkę, bo ludzie, którzy szukali paneli, informacji o panelach, to siłą rzeczy trafiali na inne artykuły na moim blogu, i ten blog zaczął być gdzieś tam polecany. W tej chwili to już rzeczywiście fajnie działa.

Dlaczego na blogu nie ma reklam?

Na blogu trzymam się tych samych zasad co w książce, czyli nie reklamuję i nie będę reklamował konkretnych producentów. Nie będę reklamował materiałów budowlanych. Nawet mi trudno sobie wyobrazić, jaką współpracę miałbym z kimkolwiek nawiązać, ponieważ uważam, i na blogu to chyba widzicie, że koncentruję się na potrzebach i oczekiwaniach. Nie ma jednego uniwersalnego materiału budowlanego, bo to zależy od Twoich oczekiwań. Nie mogę powiedzieć, że wentylacja z rekuperacją jest najlepszym rozwiązaniem, ponieważ w Twoim przypadku być może tak absolutnie nie będzie. Może dla Ciebie wentylacja grawitacyjna będzie w porządku. Nie mogę powiedzieć, że pompa ciepła będzie dla Ciebie dobra. Nie będę reklamował producenta pompy ciepła, bo akurat może w Twoim przypadku to ogrzewanie elektryczne będzie w porządku, a może wręcz po prostu piec na ekogroszek. Nie wyobrażam sobie, jak miałbym reklamować jakikolwiek produkt, skoro jakby z założenia trzeba dostosować produkt (i cały dom) do Ciebie, do Twoich potrzeb, do Twojej rodziny.

Tak sobie myślę, że gdybym prowadził bloga o samochodach, to też nie za bardzo mógłbym reklamować jakiekolwiek marki, bo moje podejście jest takie, słuchaj, nie polecę Ci tego i tego samochodu, mimo że nawet osobiście uważam, że są na przykład bezawaryjne, ale skoncentruj się na swoich oczekiwaniach. Jeżeli masz dużą rodzinę, jeździsz na wycieczki, to potrzebujesz samochodu z dużym bagażnikiem. Jeżeli to niskie koszty eksploatacji są ważne, to skoncentruj się na niskim spalaniu paliwa, na niskiej awaryjności. Takich tematów jest dużo. I w zależności od tego, jakie masz oczekiwania, to wtedy ja mogę dobrać do Ciebie, do Twoich potrzeb, jakiś konkretny model samochodu lub dać dwa lub trzy do wyboru, ale i tak ostateczną decyzję podejmiesz Ty.

Tak więc trochę sobie postawiłem wysoko poprzeczkę, bo blog bez reklam i bez źródła zarobku, można powiedzieć, że jest skazany na niepowodzenie, ale po pierwsze, ja lubię dzielić się wiedzą i to jest dla mnie sama przyjemność. Po drugie, stwierdzam, że już po pierwszym roku działania bloga moja książka osiągnęła na tyle fajną sprzedaż, że to mnie motywuje. To nie jest sprzedaż na poziomie takim, że ja mogę z tej książki żyć, ale jest z tego fajny dochód pasywny, więc to się fajnie kalkuluje. Widzę, że czytacie mojego bloga i czy też w ramach podzięki, czy też po prostu widzicie fajne treści i wierzycie, że w książce będzie więcej fajnych informacji, to ją kupujecie. Więc widzę, że to jest dobry pomysł na rozwinięcie tego bloga.

W tej chwili kończę kolejny projekt, bo kończę kurs o działce budowlanej (Uwaga, kurs jest już skończony – zapraszam na www.jaksiewybudowac.pl)

To sześcio- lub ośmiogodzinny będzie kurs o tym, jak wybrać działkę, jak dokładnie ją znaleźć, jak ważne są plany miejscowej zabudowy, jak określić rozmiar działki, kształt działki, jak są ważne strony świata, jak ważne są media, grunt, wiele kwestii. I z tym kursem też się długo wahałem, bo to jest tak jak ze wszystkimi informacjami w Internecie. Na temat tego, jak wybrać działkę budowlaną, znajdziesz bardzo dużo artykułów. Niektóre te artykuły są naprawdę bardzo dobrze napisane, nie są długie. Ale tego wszystkiego jest bardzo, bardzo dużo i w każdym artykule znajdziesz coś innego. Tu znajdziesz coś bardzo fajnego o mediach, tutaj coś o gruncie, tutaj coś jeszcze i po przeczytaniu takich stu artykułów dalej tak naprawdę niewiele wiesz. Więc przez chwilę myślałem, że taki kurs o wyborze działki nie do końca ma sens, ponieważ wszystko to gdzieś jest, ale tak naprawdę nie ma w Internecie takiego jednego opracowania, jednego kursu, w którym dowiesz się wszystkiego na temat wyboru działki od A do Z, czyli do tego, jak ważne jest to, jakie chcesz domy budować, po znalezienie tej działki, po określenie lokalizacji, po negocjacje, bo to też jest bardzo ważny temat, i po sam proces zakupu. Co, jak, jakie dokumenty i tak dalej.

Tak więc ten kurs przygotowuję tak jak wszystko inne na moim blogu. To będzie naprawdę rzetelne i długie opracowanie i będę Wam dawał znać za jakiś czas, jak to będzie wyglądało. Mam wielką nadzieję, że już w maju będzie on gotowy, a że już w kwietniu pokaże już jakieś materiały, aby zachęcić, bo nie ma co ukrywać, ten kurs kosztował mnie kilka miesięcy pracy i będzie on po prostu płatny, ale prawdę mówiąc, jeszcze nawet nie wiem, w jakiej on będzie cenie oferowany. Koncentruję się na tym, żeby zrobić coś fajnego.

I tak wygląda moja historia. W 2012 roku wybudowałem dom, potem napisałem książkę, prowadzę i będę prowadził bloga. Przez te kilka lat pomogłem kilkudziesięciu osobom w odpowiednim przygotowaniu się do budowy. Odpowiedziałem na setki pytań dotyczących tego, w jaki sposób wybrać działkę, projekt, jak wybrać wykonawców. Tych pytań jest naprawdę mnóstwo i o różnym stopniu szczegółowości. Pomogłem już naprawdę wielu osobom i po prostu wiem, że moje podejście się sprawdza w praktyce, że to nie jest tylko moja teoria. Nie chodzi o to, że wybudowałem jeden dom i teraz się mądrzę, ale moje rady zostały sprawdzone w praktyce i moje podejście oraz założenia są właściwie.

Na czym ma się znać inwestor?

I moim zdaniem my jako inwestorzy, jako budujący, nie musimy się na budowie znać na wszystkim.

Po to mamy projektantów, kierownika budowy, wykonawców, aby im zawierzyć. Jeżeli buduję dom, to powinienem dostarczyć pieniądze, powinienem dobrze wyrazić to, czego ja potrzebuję, czego oczekuję od domu i na tym moja rola, w takim idealnym świecie oczywiście, powinna się skończyć. Od tego mamy projektantów, żeby zaprojektowali dom w optymalny sposób, od tego mamy kierownika budowy, aby przypilnował wykonawcę, aby wykonał dom zgodnie z projektem.

Tymczasem widzę, że inwestorzy czytają artykuły, czy wybrać płytę fundamentowa, czy lany fundament. Czytają artykuły na temat tego, jaki wybrać materiał budowlany, ale nie jesteśmy od tego! Od tego są fachowcy, żeby podjęli za nas te decyzje. Jeżeli chcemy kupić samochód, to nie musimy się znać na wszystkich elementach mechanicznych, elektrycznych samochodu, bo nas to tak naprawdę nie powinno obchodzić. Ważny jest komfort użytkowania, spalanie, rzeczy czysto użytkowe, a nie to, jak samochód działa. A jeżeli chcemy go sprawdzić, to zabierzemy go do mechanika, który ma odpowiednie umiejętności, wiedzę i narzędzia, i sprawdzi go za nas.

Przy budowie domu ważne jest to, żeby dom spełniał Twoje oczekiwania, a nie to, w jaki sposób on zostanie zbudowany. Powinien być zbudowany w taki sposób, aby było w miarę korzystnie finansowo, aby po wybudowaniu domu nie było żadnych problemów i aby jego eksploatacja była tania i koniec. Od tego właśnie są fachowcy, żeby to wyliczyli.

Od zawsze kładę nacisk na to, aby wybrać dobrych ludzi do współpracy, którzy będą myśleli za nas. I to jest moim zdaniem dobre myślenie, chociaż chyba dosyć niespotykane, ponieważ jeżeli nauczysz się wybierać dobrych fachowców do budowy domu, to dowiesz się i nauczysz się wybierać kogokolwiek innego, jakiegokolwiek innego fachowca do jakichkolwiek innych prac. Ja przed budową mojego domu mało wiedziałem o kwestiach budowlanych i skoncentrowałem się właśnie na tym, w jaki sposób wybrać projektanta, kierownika budowy i wykonawców. Moje doświadczenie z budową było praktycznie żadne, ale miałem duże doświadczenie, kilkunastoletnie, w prowadzeniu swoich działalności gospodarczych i do tej pory zresztą właściwie codziennie negocjuję, podpisuję umowy, negocjuję z klientami, wykonawcami i tę umiejętność wykorzystałem przy budowie mojego domu. Dzięki temu, że trzymałem się moich zasad zmieściłem się w moim budżecie i w przyjętym harmonogramie. I nie musiałem do tego podejmować decyzji z czego murować ściany i w jakiej technologii stawiać dom.

I to chcę Wam przekazać, że łatwiej jest nauczyć się raz wybrać odpowiedniego fachowca, odpowiedniego człowieka do współpracy, niż poznawać po kolei wszystkie aspekty związane z budową domu.

Wybór wykonawców – błędy

Jakie są popełniane najczęściej błędy przy wyborze wykonawców? Na przykładzie:

Ktoś szuka na przykład glazurnika. Chce remontować łazienkę, szuka kogoś do pomocy, więc w pierwszym odruchu pyta rodzinę, znajomych o jakiś kontakt. Na przykład ktoś z rodziny daje numer telefonu, mówi, że wszystko było w porządku, że ten glazurnik mu się fajnie tam sprawdził, zadzwoń do niego, a będziesz zadowolony. I zwykle wygląda tak, że ktoś dzwoni do takiej osoby, dowiaduje się przez telefon o jakiejś cenie za metr kwadratowy na przykład, umawia się na spotkanie. Jak to się może skończyć?

Bardzo różnie.

Zaczynając od tego, że glazurnik może po prostu nie przyjść. Może przestać odbierać telefony, może się w ogóle nie zjawić. Może przyjść, zacząć remontować Twoją łazienkę, ale będzie narzekał na krzywe ściany, na warunki, zacznie chcieć więcej pieniędzy. Może się okazać, że jest to niestety partacz i już na samym początku zniszczył ci parę płytek. Dlaczego?

Dlatego, że polecenie nie ma znaczenia.

Jeżeli poleca Ci ktokolwiek kogokolwiek, tratuj otrzymany kontakt, tak jakbyś znalazł taki kontakt w Internecie. Załóż, że o tej osobie nic nie wiesz. To jest najzdrowsze podejście, jakie możesz mieć. Aby sprawdzić wykonawcę i aby upewnić się, że to jest osoba, z którą chcesz współpracować, powinieneś przede wszystkim zobaczyć jego prace. W przypadku glazurnika powinieneś pojechać, zobaczyć jego wykonaną pracę u kogoś innego lub pojechać w miejsce, gdzie teraz pracuje, żeby zobaczyć, jak wygląda stan prac.

I wiem, że dużo osób już w tej chwili ma obiekcje, bo to przerabiałem, że „no tak, ale jak mam jechać do kogoś, przecież nikt mnie nie wpuści, nikt mi nie da obejrzeć, ja też bym nie chciał, żeby ktoś po moim domu chodził„. Więc powiem Wam, że wcale tak nie jest. Przy budowie mojego domu poprosiłem o kontakt firmę, która wykańczała mi mieszkanie, kontakt do kogoś u kogo robili. Pojechałem do Warszawy do przemiłego pana, u którego spędziłem dwie godziny. Bardzo był pan zadowolony, że mógł pokazać jakość prac wykonanych przez tę ekipę. Zwiedziłem całe jego mieszkanie. Pokazał mi to, co było zrobione dobrze, ale także to, co zostało zrobione nieprawidłowo. Pokazał mi to, na co ja mam zwracać uwagę, pracując z tą ekipą. Sprzedał mi wszystkie informacje, których potrzebowałem. I dzięki takiej dwugodzinnej rozmowie podjąłem decyzję, aby zacząć współpracę z tą ekipą, bo znałem jej zalety, znałem jej wady, wiedziałem czego mogę oczekiwać.

Tak więc nie bójcie się tego. Jeżeli ktoś jest normalny, a większość ludzi jest normalna, to nie będzie miała nic przeciwko temu, żeby pokazać stan prac.

Rozumiem, że nie każdy chce, żebyś mu się pałętał po łazience. Ale przecież może zrobić zdjęcia wykonanej pracy i ci je przesłać. W przypadku innej pracy, jak na przykład zewnętrznych prac wykończeniowych, elewacyjnych, to w ogóle nie będzie żadnego problemu, żeby podjechać pod dany budynek i zobaczyć na własne oczy, jak to wygląda. Tak więc nie bójmy się o to poprosić. To jest warunek konieczny, aby wybrać dobrego wykonawcę.

Podobnie jest w przypadku innych branż. Jeżeli wybierasz projektanta, to musisz obejrzeć jego projekty, zobaczyć, co on projektuje, czy projektuje to w stylu, który lubisz. Musisz zobaczyć, jaki on jest.

To jest pierwsza rzecz. Druga rzecz: poproś o referencje. I to jest też rzecz, którą prawie nikt nie robi. Tu jestem bardzo zdziwiony. A to jest rzecz tak bardzo naturalna w niektórych branżach. Nie mam pojęcia, dlaczego w budowlance akurat przyjęło się, że proszenie o referencje jest czymś niewłaściwym. Każdy wykonawca, z którym współpracowałem, musiał przekazać telefon do jednego lub dwóch klientów, z którymi mogłem porozmawiać po to, żeby dowiedzieć się właśnie, jak wygląda dana współpraca. I dzięki takiemu podejściu udało mi się uniknąć niektórych problemów. Bo w momencie, kiedy wykonawca Ci powie, „wie pan co, no kurczę, miałem telefony do moich klientów, no tylko były w drugim telefonie, on mi upadł i się zniszczył, i go nie mam” albo powie „no wie pan co, no gdzieś miałem zapisane, no ale gdzieś w notesie, ale córa mi nabazgrała i nie wiem” albo „no tak, nie, no mam bogate doświadczenie, wieloletnie, ale no wie pan co, nie zapisuję tych telefonów„, to jeżeli wykonawca nie może pochwalić się zadowolonym klientem, to znaczy, że ich najprawdopodobniej po prostu nie ma i nie warto z taką osobą w ogóle współpracować. Omijajmy takich wykonawców.

I tu wiem, że też się pojawiają obiekcje. Że są osoby, które powiedzą, no ale RODO, tak? No przecież ja nie mogę dać kontaktu do klienta. Nieprawda. Wykonawca może zadzwonić do klienta, poprosić go o to, że jest taki właśnie Sławek Zając, który potrzebuje tutaj moich usług, czy miałbyś coś przeciwko, żeby przekazać kontakt? Tak, standardowa rzecz. Jeżeli klient był zadowolony, to z chęcią taki kontakt przekaże. Tak samo ja. Jeżeli ja byłem zadowolony i wykonawca mnie poprosił o to, czy może przekazać mój numer telefonu innemu klientowi, to się bez słowa zgadzałem, ponieważ nawet chciałem temu wykonawcy pomóc, chciałem go jakby trochę sprzedać innemu klientowi, pokazać, że ten wykonawca jest po prostu dobry. W ten sposób się reguluje rynek. Ja chwalę dobrego wykonawcę, a ci źli wykonawcy odpadają. Tak więc bardzo proszę i bardzo polecam, aby pytać o telefony, pytać o referencje, odwiedzać budowy, odwiedzać mieszkania, po to, aby przekonać się o jakości prac, a nie brać fachowca w ciemno, wierząc w jakieś polecenie.

Kolejna rzecz. Mamy tego glazurnika, zobaczyliśmy jego pracę, wszystko jest dobrze, klient zadowolony. I następuje taki etap, powiedzmy negocjacji, bo glazurnik podaje na przykład stawkę 80 zł za metr kwadratowy ułożenia glazury. Ty to chcesz stargować, więc targujesz się do 70 zł. Gdzieś tam glazurnik się w połowie z Tobą spotyka, staje na 75 zł. Tylko, że po pierwsze, takie targowanie się trochę nie ma sensu, ponieważ tak naprawdę, co Cię obchodzi ile zapłacisz za metr kwadratowy powierzchni? Nie powinno Cię to obchodzić. Powinno Cię obchodzić to, ile zapłacisz za całą łazienkę czy też za całą usługę. Być może ten glazurnik liczy dodatkowo za mozaikę, za ułożenie małych płytek. Może liczyć dodatkowo za jakieś docięcia lub rzeczy, których nie ustaliliście, bo obie strony skoncentrowały się tylko na tym, żeby negocjować stawkę w oparciu o metr kwadratowy.

Drugą rzeczą jest to, że jeżeli ustalicie stawkę za całość, to po wykonanej pracy nie będzie rozmowy pod tytułem, „no tak, ale tutaj jest więcej metrów, bo ja tu policzyłem w inny posób, a tutaj jest półokrąg, a tu jest trójkąt, kwadrat i tam romb, i dlatego jest więcej do zapłaty”

Przykład: przy tynkach zewnętrznych bardzo różnie są liczone powierzchnie zewnętrzne, bo są ekipy, które liczą całą powierzchnię ścian, niezależnie od tego, ile tam jest w tej ścianie otworów okiennych czy drzwiowych, są ekipy, które odliczają od całkowitej powierzchni okna o powierzchni na przykład większej od 1 metr x 1 metr. Są ekipy, które doliczają jednak powierzchnię okien i drzwi za dodatkowy metr bieżący obróbki danego otworu. Są ekipy, które rozliczają metry przed położeniem elewacji, a są takie, które liczą po, a wtedy jest trochę jednak więcej tych metrów. Niewiele, ale jednak. W związku z tym nawet jeżeli ustalisz z czterema ekipami budowlanymi tę samą stawkę za metr kwadratowy, to finalna cena będzie inna, więc po co w ogóle robić sobie takie problemy? Lepiej ustalić stawkę za całość i mieć święty spokój, a nie ustalać stawkę za metr czy tam za godzinę i potem się awanturować.

W przypadku glazurnika wziąłbym wszystkie ceny jednostkowe, od razu przed podpisaniem jeszcze umowy oszacował, ile jest metrów kwadratowych do zrobienia, wpisał wszystkie wartości do umowy, mamy kwotę całkowitą, koniec. Nie ma problemu. Nie ma rozmowy po wykonaniu pracy, że coś się zmieniło, że teraz trzeba będzie zapłacić. Jest umowa, jest kwota za całość, nie ma rozmowy. Polecam.

Kolejnym błędem jest rozmowa tylko z jednym wykonawcą. Zobacz, glazurnik podał cenę 80 złotych za m2 i po negocjacjach zszedł o pięć złotych za metr kwadratowy. Niech będzie, że to na całej łazience da Ci oszczędność na przykład kilkaset złotych. I to tak miło tak uważać, że mamy kilkaset złotych w kieszeni, prawda? Ale przecież jeżeli byś poczekał dzień czy dwa i porozmawiałbyś z innym glazurnikiem, to mogłoby się okazać, że jego cena wyjściowa jest na przykład o 10 złotych za m2 niższa i jeszcze podczas negocjacji zejdzie parę złotych niżej, a jakość jego pracy jest taka sama albo nawet wyższa. I już masz oszczędność dwa razy wyższą. Dlatego najprostszą metodą do tego, aby wynegocjować dobrą cenę, nie jest negocjowanie z jednym wykonawcą, tylko negocjowanie z dwoma wykonawcami albo więcej. Bo nigdy nie wiesz, czy cena podana przez jednego wykonawcę jest okej, czy też nie, jeżeli nie porównasz tych cen z innymi usługami.

To widzę bardzo często na forach: ktoś pyta, że dostał wycenę 200000 złotych za stan surowy otwarty i pyta, czy ta cena jest dobra. I oczywiście pod tym postem jest sporo komentarzy, że „tak, to dobra cena, super okazja, podaj kontakt do tej ekipy:, a połowa mówi, że „przepłacasz, bo ja wybudowałem dom o pięćdziesiąt tysięcy taniej i w ogóle jesteś frajer”. Więc jakie to ma znaczenie? Żadne, ponieważ nikt Ci nie powie, czy dana cena jest okej, jeżeli nie pozna dokładnie zakresu usług, które są u Ciebie do zrobienia. Przecież taki glazurnik może wziąć na przykład większą stawkę za metr, dlatego że masz mniejsze płytki, jest więcej roboty, więcej docięć. A ten sam glazurnik może zaoferować niższą kwotę za metr kwadratowy w łazience, gdzie jest prosta robota, płytki 60 cm x 60 cm, zajmie mu to mniej czasu, więc może zaproponować trochę mniejszą stawkę za metr kwadratowy.

Najlepiej więc porozmawiać z innym wykonawcą, który przedstawi ofertę na ten sam zakres usług i wtedy będziesz mógł porównać dwie oferty i wybrać tańszą lub lepszą, bo nie zawsze tańsza oznacza lepsza. I zwracam na to szczególną uwagę, bo naprawdę nie ma problemu z tym, żeby dostać za wykonanie danej usługi dwie oferty, gdzie druga jest dwa albo trzy razy droższa od tej pierwszej. Kiedyś pisałem na blogu o mojej czytelniczce, która dostała oferty na wybudowanie stanu surowego bodajże zamkniętego, dwie oferty od generalnych wykonawców, gdzie jedna była o ponad sto tysięcy złotych droższa od drugiej. 100000 zł! Ten sam zakres usług. To są niesamowite pieniądze. I teraz wyobraź sobie, że dostałeś ofertę na wykonanie stanu surowego otwartego czy tam zamkniętego, mało ważne, na trzysta tysięcy złotych. Uważasz, że to jest drogo, negocjujesz ostro, tak? Jesteś lwem. Jesteś zwycięzcą. 🙂 Negocjujesz. Proponujesz 220000 tysięcy, okrajacie jakieś zakres usługi, wojujesz o jak najlepszą cenę. No i wreszcie po miesiącu negocjacji wykonawca schodzi na 250000 zł. Tak, jest to sukces, ponieważ wynegocjowałeś 50000 złotych. To jest super rzecz, tak? 50000 zł w kieszeni. I ludzie po takich negocjacjach są bardzo z siebie zadowoleni. Natomiast gdyby poświęciła ta osoba trochę więcej czasu, spotkała się z innymi firmami i negocjowała z dwoma albo trzema firmami naraz, mogłaby być może, tak jak było w tym opisywanym przypadku, wynegocjować cenę 200000 zł albo i mniej. Tak? Czyli kolejne 50000 złotych zostałoby w kieszeni. Tak więc nie ma absolutnie żadnego znaczenia, ile wynegocjujesz pieniędzy, rozmawiając z jednym wykonawcą (i nie znając rynku). Nie ma to znaczenia. Ważne jest to, jaką cenę wynegocjowałeś i jak ona się ma do ceny rynkowej. A nie to, ile urwałeś wykonawcy. Więc nigdy, chyba że przy jakichś drobnicach, tylko drobnych rzeczach, ale tak naprawdę to nigdy nie koncentruj się, nie rozmawiaj tylko z jednym wykonawcą, bo po prostu jest szkoda Twoich pieniędzy.

W mojej książce „Jak się wybudować i nie zwariować” pisałem o tym, że mam dobry sposób na to, aby negocjować. Budowa domu kosztuje na przykład pół miliona, milion, dużo pieniędzy. W momencie, kiedy budujesz dom, masz dużo wydatków. Tu kierownik budowy, tutaj jakiś barak budowlany dla robotników, tutaj trzeba prąd pociągnąć i tak dalej. Pieniądze się rozchodzą. W pewnym momencie wydanie stu, dwustu czy trzystu złotych wydaje się czymś bardzo naturalnym. Nie czujesz tych pieniędzy. Te dwieście złotych versus pół miliona, które masz przeznaczone na budowę swojego domu, to wygląda, że to jest niewiele. Zaznaczam, że trzeba pilnować pieniędzy od samego początku. Dwieście złotych ma zawsze wartość dwustu złotych. Nie wolno patrzeć na to, jak ta kwota ma się do budowy całego domu.

I mi pomaga bardzo prosta rzecz. Jak negocjuję z kimkolwiek, ja nie widzę dwustu złotych. Ja widzę na przykład trzy zestawy klocków Duplo dla mojego dziecka. Albo widzę pół zestawu jakiegoś klocków Lego Technix albo jakąkolwiek inną zabawkę dla mojego dziecka. I wtedy ja nie negocjuję dwustu złotych, tylko negocjuję coś, za co mogę kupić, czyli negocjuję dla dziecka bardziej niż dla mnie. To bardzo pomaga. To bardzo pomaga i wierzcie mi, że urwanie nawet tych dwustu złotych na każdym etapie budowy przyniesie Ci naprawdę fajne oszczędności na sam koniec, a no najczęściej jest tak, że pod koniec prac, na etapie wykończeniówki, zawsze brakuje pieniędzy. I to jest chyba najczęstsze, że już mamy wybudowany dom , są białe ściany, jest właściwie wszystko. Przychodzi do etapu zakupu mebli i nagle jest taki żal, że ta kanapa kosztuje 2500 złotych, a ja tutaj wydałem 400 złotych za dużo na usługi elektryczne. Kurczę, teraz by się te 400 złotych przydało… Więc patrzcie na to w ten sposób. Pieniądze zawsze są warte tyle samo, niezależnie od tego, ile kosztuje budowa domu. Jeżeli bierzesz kredyt, to wydaje się, że przepłacenie za budowę kilkunastu czy kilkudziesięciu tysięcy złotych nie ma znaczenia, bo tak naprawdę o ile Ci wzrośnie rata kredytu? Z dwieście złotych, tak? Wydaje się, że to jest tyle, co nic. Ale to jest dalej kilkanaście albo kilkadziesiąt tysięcy złotych. Włóż sobie na lokatę, odkładaj sobie co miesiąc dwieście złotych na lokatę, to za te dwadzieścia czy trzydzieści lat będziesz miał naprawdę super sumę na koncie. W związku z tym pieniądze naprawdę mają duże znaczenie. Uczulam więc na to, aby negocjować, no i uważać na osoby z polecenia, bo z nimi naprawdę, naprawdę różnie bywa.

To tyle, jeżeli chodzi o pierwszy podcast. Dajcie znać, jak się słuchało i czy mam nagrywać więcej. 🙂 W kolejnych podcastach chcę rozszerzyć temat negocjacji i chcę opowiedzieć o różnicy między projektem gotowym i indywidualnym, aby trochę pomóc podjąć dobrą decyzję.

Tak więc, życzę miłego dnia, miłego wieczoru.

I bardzo Cię proszę o jakiś komentarz, jakiegoś maila, jak Ci się podobało, co jest do zmiany. Każda informacja zwrotna będzie dla mnie bardzo cenna. 🙂

Więc jeszcze raz dziękuję za uwagę i do usłyszenia przy kolejnym podcaście.

37 Udostępnień